Zastanawia mnie jednak, ile miesięcznie to już dużo w kwestii wydawania na abonamenty za usługi cyfrowe. I przede wszystkim – gdzie jest granica, po której przekroczeniu zaczniemy masowo rezygnować z płatności?
Od jednej opłaty do subskrypcji
Jedna, duża płatność była przez wiele lat swoistym Świętym Graalem w świecie cyfrowych usług. O ile zaletą takiego rozwiązania faktycznie jest spokój po wydaniu dużej ilości gotówki, tak nie wszystkich było stać na to, aby płacić kosmiczne kwoty za legalny software (tak Adobe, patrzę na Ciebie). Wraz z rozwojem sklepów z aplikacjami twórcy zwęszyli interes. Największe firmy technologiczne również zaczęły projektować usługi dostępne w ramach miesięcznego abonamentu.
Czytaj też: iPhone i inne urządzenia od Apple na abonament. Co Ty na to?
Bariera wejścia i możliwości skorzystania z zaawansowanych rozwiązań i rozrywki stała się niższa, bardziej dostępna i prostsza. Wystarczy tylko kilka złotych, raz na miesiąc. Jak zapłacisz od razu za rok, to zaoszczędzisz. Problem jest tylko taki, że… trzeba już płacić prawie wszędzie i każdemu. Wracamy więc trochę do punktu wyjścia.
No bo kogo stać na to, żeby płacić bez bólu głowy za cyfrowe dobra nawet kilkaset złotych miesięcznie?
fot. Jeremy Bezanger – Unsplash
Masz, ale tak naprawdę nie masz
Przejście na model subskrypcyjny spowodowało pewnego rodzaj dysonans: z jednej strony posiadam faktycznie cyfrową część usługi, ale cały czas tak naprawdę działa ona na zasadzie wypożyczenia. Nie chcę odwoływać się do starych płyt CD z oprogramowaniem, bo w dzisiejszej rzeczywistości nie ma to sensu. Model abonamentowy sprawia jednak, że jesteśmy uzależnieni tylko i wyłącznie portfelem od działania poszczególnych programów czy serwisów. Fizyczna idea posiadania cyfrowych produktów przestała istnieć.
Z drugiej strony, zrezygnowanie z opłaty jest banalnie proste. Najnowszy raport Kantar zdradza, że tylko w ciągu pierwszych trzech miesięcy 2022 roku, w Wielkiej Brytanii zrezygnowano z ponad 1,5 miliona kont w serwisach streamingowych (Amazon Prime, Apple TV+ czy Disney+).
Pół miliona z tych rezygnacji było powiązanych z “oszczędzaniem pieniędzy” i reperowaniem budżetu domowego. Na uciecze subskrybentów ucierpiał też Netflix – o czym Ania pisała dla Was w swoim tekście. Wzrost odsetka konsumentów planujących rezygnację z abonamentu w celu zaoszczędzenia pieniędzy osiągnął rekordowy pułap 38 proc. Z drugiej strony, 58 proc. Brytyjczyków twierdzi, iż korzysta przynajmniej z jednej platformy streamingowej. Biznes więc ma się dobrze.
fot. Towfiqu – Unsplash.com
Ten model nie ma przyszłości
Sam zaczynam coraz bardziej patrzeć na to, gdzie i jak wydaje swoje pieniądze w sieci. W ostatnich miesiącach zrobiłem gwałtowny przegląd usług oraz oprogramowania, za które płacę miesięczną ratę. Finalnie płacę obecnie za dwie usługi i trzy cyfrowe prenumeraty wydając na to nieco ponad sto złotych miesięcznie.
Czytaj też: Netflix anuluje mnóstwo seriali. Powodem spadek użytkowników
Raport West Monroe dotyczący rynku amerykańskiego pokazuje, że przeciętny mieszkaniec USA wydaje miesięcznie na cyfrowe abonamenty równowartość 273 dolarów. Przeliczając to na złotówki – jeszcze mi do tego daleko. Eksperci już teraz zwracają uwagę, że model subskrypcyjny będzie musiał zostać gruntownie przebudowany, a same ceny poszczególnych usług będą musiały zostać zmniejszone – w przeciwnym wypadku firmom grozi sytuacja, w której użytkownicy po prostu nie będą chcieli płacić.
Mnie to nie dziwi. Jestem już zmęczony tym, że praktycznie wszystko dookoła wymaga ode mnie płatności.
Masz tak samo?